The beginning.
Coś na początek. Ostatnio zaczęłam coraz więcej pisać. Za namową przyjaciółki postanowiłam część z tekstów publikować. To dzięki niej zrodził się we mnie pomysł na założenia tego bloga ^.^
Zacznę może krótkim monologiem, który napisałam wczoraj. Wypowiada się w nim gej, który- jak to zwykle bywa- jest nieszczęśliwie zakochany. Jeżeli nie tolerujesz homoseksualizmu nie musisz czytać. Osobiście bardzo lubię o takich parach pisać, więc takie one shoty będą się tutaj pojawiać częściej.
Szkarłat.
Chore ambicje, tak często nas przewyższają. Tak często wyznaczamy sobie zbyt wysokie cele. Wiemy, że nie podołamy, ale ciągniemy to dalej. Zatracamy się w marzeniach. Nie możemy nic zrobić, a jednak próbujemy. Ludzka psychika jest nie do ogarnięcia.
A może mamy rację?
Widziałem Cię. Znowu. Zatraciłem się w Twoim cudownym uśmiechu. Zawsze uśmiechasz się w ten sam sposób. Uśmiechasz się, przenikasz wzrokiem i znikasz. Jakby nigdy nic.
A w sercu pozostaje ślad.
Podchodzisz i delikatnie dotykasz moich ust. Tak jak zawsze, jest to zwykłe muśnięcie. Wiesz, że pozwolę Ci na wszystko, a jednak nie robisz nic ponad to. Pojawiasz się, a po chwili znowu jestem sam.
Za każdym razem tęsknie mocniej.
Coraz częściej, coraz dłużej. Może odnalazłem swoje szczęście. Może dogoniłem swoje marzenia. Może nie jestem tak beznadziejny. Może mam szansę na powodzenie. Może nie skończę, tak jak się obawiałem. Może..
Jednak bólu coraz więcej.
Coś pękło. Nie jesteś taki jak kiedyś. Stałeś się zwierzęciem, drapieżnikiem. Zrobiłeś ze mnie ofiarę. Wiedziałeś, że pozwolę Ci na wszystko. Wykorzystałeś to. Brakuje Ci czułości. Zrobiłeś ze mnie coś, na czymś możesz wyładować emocję.
To naprawdę boli.
Nie wiem, czy dam radę. Jak to jest, że najbardziej cierpimy przez ludzi, których kochamy? Dlaczego oni nie potrafią odwzajemnić nam tego samego? Dlaczego dają nam tylko cierpienie? Czym my dla nich jesteśmy?
Nie wiem, ile jeszcze wytrzymam.
Mam jedną, dobrą, starą przyjaciółkę. Była zawsze. Jest trochę ostra, ale przynosi ukojenie. Kiedy przyciskam ją do siebie czuję jak wszystko ze mnie spływa, ale.. zostawia ślady. Nic nie jest takie proste, jak się wydaje.
To już ostatni raz.
Znowu zrobiłeś ze mnie zabawkę. To już ostatnia noc. Wszystko mnie boli, nie mogę się ruszyć. Słyszę twój cichy śmiech na brzegu łóżka. Patrzysz na mnie władczo. Ciągniesz mnie za włosy i do ucha syczysz- mój.
Tak bardzo jesteśmy słabi.
Czuję obrzydzenie do samego siebie. Nie potrafię pogodzić się z kolejności zdarzeń, to nie miało tak się skończyć. A może to początek? Łudzę się. Każda samotna noc jest przepełniona złudzeniami. Ta z Tobą- bólem i łzami.
Tak ciężko odrzucić to, co nas rani.
Witaj przyjaciółko, stęskniłem się. Przez Twoją zimną powierzchnię przemkną błysk. Cieszysz się prawda? Zróbmy to, ten ostatni raz. Zatraćmy się w naszym szkarłatnym tańcu. Delikatnie mnie musnęłaś. O tak, brakowało mi czułości. Delikatny szkarłat. Delikatne ruchy. Delikatne cięcia. Tak, cięcia. Delikatne, lecz głębokie. Szkarłat. Coraz więcej tej pięknej barwy. Wszystko jest takie piękne. Rozpływam się w szkarłacie. Pochłania mnie. Zatracam się. Słyszę trzask. Ryk lwa. Wściekłość. Coś zostaje komuś odbierane. Za późno. Nie wrócę. Nie mam do czego.
W otchłani szkarłatu.
Kochanie, czytam to po raz drugi i po raz drugi płakałam jak dziecko. T___T
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze Ci to wyszło.
Czekam na więcej takich tekstów! <3
Widzę, że nie tylko ja mało co nie płakałam przy tym.
OdpowiedzUsuńMasz kochanie prowadzić tego bloga, bo jak nie to znajdę i zabiję ;3
Mój ulubiony Twój dotychczasowy tekst.